Cukinia dla zapracowanych

Pracuję w dużej firmie i nieraz widziałam, co kobiety jedzą na lunch (przeważnie młode, czasem jeszcze śliczne): chińskie zupy, festiwal gorących kubków, snickersy, batony wszelkiej maści, drożdżowe buły… Włos się jeży na głowie. Ktoś powie, że to brak czasu. Zapewne też, ale przede wszystkim brak refleksji. I bardzo złudne przekonanie, że młodość i uroda są nam dane raz na zawsze. Cóż zdziała nawet najdroższy krem świata, jeśli od środka faszerujemy się chemią? Ładujemy niezdrowe tłuszcze trans i tony cukru?

Dzisiejszą propozycję dedykuję zapracowanym pracownikom korporacji. Czas przyrządzania – 20 minut. Nikt mi nie powie, że to za długo!

 

DSC_1

 

Królową tego dania jest cukinia. Lekkostrawna, niskokaloryczna (zaledwie 16 kalorii w 100 gramach), a przy tym niezwykle pożywna. Zawiera potas, żelazo, magnez, witaminy A, C, K, PP i B1 oraz beta karoten. Odkwasza organizm. Podobno nie odkładają się w niej metale ciężkie, więc można ją serwować nawet niemowlętom (oczywiście tym w wieku 6 miesięcy +). Warto się z nią zaprzyjaźnić ;‑)

 

Składniki:

  • pół piersi kurczaka
  • pół małej cukinii
  • 8–10 pomidorków koktajlowych
  • pęczek natki pietruszki
  • czosnek niedźwiedzi
  • garść orzechów włoskich
  • garść jagód goji
  • łyżka oleju (osobiście preferuję lniany)

Ja to danie jadam z mięsem, ale równie smaczna będzie jego wersja wegetariańska. Wystarczy z przepisu usunąć jakiekolwiek wzmianki o drobiu ;‑)

 

Przygotowanie:

  1. Garnek do gotowania na parze napełniam gorącą wodą (szybciej się zagotuje).
  2. Pierś kurczaka kroję na grube plastry mniej więcej jednakowych gabarytów; pokrojone mięso obkładam natką pietruszki i odstawiam na chwilę, żeby przeszło zapachem zieleniny.
  3. Cukinię kroję na plastry grubości palca, dodaję do niej pomidorki koktajlowe, posypuję całość czosnkiem niedźwiedzim i paruję przez 2 minuty (nie dłużej, bo się zrobi warzywna paćka) – przykręcam gaz tak, by woda lekko szumiała.
  4. Warzywa przekładam do głębokiego talerza, żeby nieco przestygły.
  5. Gotuję na parze pierś z natką – wystarczy 10 minut.
  6. Do warzyw dodaję garść orzechów włoskich i jagody goji, a następnie ugotowaną pierś (już bez natki).
  7. Danie przekładam do pudełka ze szczelną pokrywką.
  8. Olej lniany dodaję bezpośrednio przed jedzeniem (nie należy go podgrzewać).

I gotowe. Szybko, sprawnie, bezboleśnie…

Osoby, które nie dysponują garnkiem do gotowania na parze (ufam, że jeszcze ;‑)), mogą najpierw zainwestować w specjalną wkładkę do zwykłych garnków. Jest co prawda mniej wygodna, ale za to tańsza. W ostateczności można uciec się do metod praktykowanych przez nasze prababki i zamotać na garnku lnianą ściereczkę (tylko skąd w dzisiejszych czasach taką wytrzasnąć…) albo pieluchę tetrową (o to łatwiej ;‑))

Smacznego!

 

DSC_9280_2c

DSC_9552_przyccc

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko, Małgorzata Magenta-Siemiaszko; kadrowanie: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

 


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na Facebooku.

Rozgość się u mnie :))


.

 

 

(Przeczytano 256 razy)

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *