Dyfuzor? To chyba jednak nie dla mnie…

Matka Natura poskąpiła mi gęstych, mocnych włosów, mam za to cienkie kłaczki, które zostawione same sobie zwisają smętnie, odbierając twarzy resztkę uroku. W dodatku każda, nawet najbardziej kunsztowna z moich fryzur podczas nocy ulega całkowitej dewastacji. Odpada więc w przedbiegach wieczorne mycie głowy. Bez względu na to, ile czasu spędzę przed lustrem, rano i tak wyglądam jak strach na wróble i raczej nie nadaję się do publicznej prezentacji. Poranne mycie głowy, a potem suszenie i układanie włosów, zabiera mi czas, który z dziką rozkoszą spędziłabym w łóżku. Nie należę do rannych ptaszków, położenie się spać przed północą wymaga ode mnie i samodyscypliny (jakie to okropne słowo), i wyrzeczeń (bo jak tu iść spać, kiedy jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia??). Z reguły przeciągam w nieskończoność moment zgaszenia światła, a potem – gdy budzik bezlitośnie dzwoni – pobijam rekordy w liczbie pięciominutowych drzemek. Kiedyś doszłam do dziewięciu, co w sumie daje aż 45 minut nierównej walki z budzikiem! Jeden z moich kolegów popełnił niedawno ryzykowne stwierdzenie, że taka poranna drzemka jest lepsza niż… seks. Czasem obawiam się, że mógł mieć rację… Jedno jest pewne – o 6 rano łóżko mnie wciąga niczym wir wodny. Powodowana marzeniem o nieśpiesznym poranku, wciąż kombinuję, jak fryzurę zrobić, a się nie narobić. Skutki eksperymentów na własnej głowie bywają różne…

Jakiś czas temu wpadła mi w oko suszarka z dyfuzorem. Wpadła i obudziła wielkie nadzieje, bo:

  • unosi włosy u nasady – świetnie, wreszcie nie będę przylizana,
  • dodaje włosom objętości – no proszę, fryzura 3D w zasięgu ręki,
  • aktywuje naturalne skręty – lubię loki, więc czemu nie?

Punkt nr 3 okazał się zgubny. Naturalne skręty moich włosów pozostawiają wiele do życzenia…

 

DSC_2

DSC_3

DSC_4 

Zdecydowałam się na zakup suszarki z dyfuzorem z jednego prostego powodu. Chciałam, żeby było szybko i konkretnie. Myślałam, że w krótkim czasie ułożę fryzurę godną co najmniej hollywoodzkiej gwiazdy. Porażka na całej linii. Ani nie było szybko, ani gwiazda nie świeciła. Po blisko półgodzinnej walce z dyfuzorem miałam na głowie kupkę nieszczęścia. Być może jeszcze nie umiem okiełznać tego urządzenia, być może robię coś nie tak. Wciąż tli się we mnie resztka nadziei, że nie wyrzuciłam pieniędzy w błoto (całe szczęście, że się nie połaszczyłam na najdroższy model!). Parę razy jeszcze spróbuję, nim odłożę ten gadżet na dno szafy…

 

DSC_5

DSC_6

DSC_8

 

Nie twierdzę, że suszarka z dyfuzorem to samo zło. Niemniej namawiam do wykonania próby na własnych włosach przed podjęciem decyzji o jej zakupie. Bo może naturalne skręty Waszych włosów to nie jest widok, który chcecie oglądać?

 

DSC_7

DSC_9

DSC_10

 zdjęcia: Dariusz Siemiaszko

kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

 

(Przeczytano 538 razy)

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *