Na dobry początek − mezzoterapia mikroigłowa

Ze wszystkich zabiegów zaproponowanych mi przez moją „osobistą” kosmetyczkę najbardziej lubię mezzoterapię mikroigłową. To zabieg nieinwazyjnego (zatem bardzo bezpiecznego dla skóry) liftingu. Ujędrnia, napina, nawilża, rozjaśnia, regeneruje, wyrównuje koloryt, poprawia kontur twarzy… zalety można by mnożyć. Wady? Szczerze mówiąc, nie umiem wymienić żadnej. Igiełki są naprawdę malutkie i zabieg jest właściwie bezbolesny – polega bardziej na drapaniu niż kłuciu (tu się odrobinkę asekuruję, bo może ze mnie kawał twardej gruboskórnej baby?). W każdym razie ja śpię podczas mezzoterapii snem sprawiedliwego, nie odczuwając ani strachu, ani stresu, ani bólu. Po półtoragodzinnej mezzoterapeutycznej drzemce czuję się tak rozluźniona jak po zajęciach z Body Balance’u (to swoista mieszanka jogi, tai-chi i pilatesu, pozwalająca m.in. rozciągnąć mięśnie). W dzisiejszych zagonionych czasach takie chwile relaksu są nie do przecenienia. Prócz ewidentnej poprawy samopoczucia zyskuję też wyraźną poprawę cery. Jest lepiej. Pewnie dlatego tak chętnie wracam do tego zabiegu.

 

DSC_1b

 

Dla kogo?

Ten rodzaj mezzoterapii jest przeznaczony dla osób o cienkiej, wiotkiej skórze, wymagającej intensywnego nawilżenia i zregenerowania. Generalnie poleca się go osobom dojrzałym, średnio 35+, ale może być wykonywany również w młodszym wieku, jeśli są ku temu wskazania, np. po długotrwałym przebywaniu na słońcu albo po antybiotykoterapii.

 

Czy są przeciwwskazania?

Przeciwwskazaniem do zabiegu są stany zapalne, zakaźne i alergiczne, przerwana ciągłość skóry oraz opryszczka w fazie ostrej. Również kuracja retinoidami uniemożliwia skorzystanie z mezzoterapii i to zarówno w trakcie leczenia, jak i do pół roku po jego zakończeniu. 

 

Na czym ten zabieg polega?

Zabieg mezzoterapii mikroigłowej trwa ok. półtorej godziny i jest bardzo bogaty. Składa się z kilku faz, podczas których na skórę działają kolejne preparaty. Zaczyna się standardowo od demakijażu i odtłuszczenia skóry.

 

DSC_2a

DSC_3b

 

Pierwszym zasadniczym etapem zabiegu jest peeling kwasowy. Skóry wrażliwe, cienkie i delikatne są traktowane peelingiem z kwasami mlekowym i cytrynowym, skóry grubsze, bardziej odporne – z kwasem glikolowym. Kwasy występują w trzech stężeniach (10%, 20% i 40%), można więc zadziałać mniej lub bardziej intensywnie – w zależności od potrzeb. Peeling ma za zadanie delikatnie złuszczyć skórę (a tym samym ją rozjaśnić i wygładzić), a także zwiększyć wydzielanie kolagenu i elastyny. Ja mam skórę wrażliwą i delikatną, toteż testowałam kwas dla wrażliwców. Początkowo w najniższym stężeniu, ale w końcu doczekałam się awansu. Cudownie, bo im większe stężenie kawasu, tym mocniejsze działanie i większa regeneracja skóry. Muszę jednak przyznać, że z wyższym stężeniem kwasu wiąże się także nieco większy dyskomfort. Szczypanie, pieczenie, łaskotanie, mrowienie – to trochę takie uczucie, jakby chodziły po Was mrówki. Nie gryzły boleśnie, tylko łaziły i drażniły. Najsilniejsze doznania są zaraz po nałożeniu preparatu, potem skóra się przyzwyczaja, niemniej działanie kwasu daje się odczuć (co, jak wyżej wyznałam, zupełnie nie przeszkadza mi w przysypianiu). Ten etap zabiegu kończy się neutralizacją i zmyciem kwasu.

 

DSC_4

 

Następnie stosuje się specjalną głowicę do intensywniejszego złuszczania, by usunąć komórki, które zostały oderwane wskutek działania kwasów. Ta końcówka pobudza krążenie, a tym samym zwiększa dostępność skóry. Ten etap zabiegu jest przeznaczony głównie dla skór o głębokich bruzdach i zmarszczkach, w przypadku skór delikatnych albo po prostu młodszych można go pominąć.

W końcu przyszedł czas na gwóźdź programu – nakłuwanie kolejnych partii twarzy, szyi i dekoltu. Wykonuje się je końcówką wyposażoną w sześć drobnych igiełek, tak króciutkich i cieniutkich, że doprawdy można spać spokojnie ;‑). Igiełki tworzą w skórze mikrokanały, co czyni ją bardziej dostępną dla stosowanych później kosmetyków. Pierwszym z nich jest kwas hialuronowy wielo- i niskocząsteczkowy, nakładany bezpośrednio po nakłuciu danej partii skóry.

 

DSC_5b

DSC_6b

 

Etap nakłuwania kończy położenie specjalnego serum, które działa podobnie jak botoks – zmniejsza mikronapięcia w skórze.  Serum aplikuje się w bruzdy nosowo-wargowe i w okolice oczu, czyli miejsca najbardziej narażone na powstawanie zmarszczek. Preparat jest następnie wtłaczany w skórę poprzez dodatkowe nakłuwanie tych newralgicznych miejsc. Nie będę ukrywać, że nakłuwanie okolic oczu to najbardziej przykry moment w całym zabiegu. Skóra pod oczami jest bardzo cienka i delikatna, więc igiełki czuć intensywniej, nie nazwałabym jednak tego uczucia bólem.

 

DSC_7

DSC_8a

 

Ukoronowaniem zabiegu jest żelowa maska wyciszająca i regenerująca skórę, absolutnie genialna. W ciągu 20 minut łagodzi podrażnienia wywołane złuszczaniem i nakłuwaniem. Nie trzeba jej zmywać, więc drogocenne składniki – kolagen morski, kwas hialuronowy i niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe – pozostają na skórze przez wiele godzin (pod warunkiem, że się jej nie umyje; ja z reguły umawiam się na zabieg wieczorem i twarz przemywam dopiero następnego dnia).

 

DSC_9b

 

Po zdjęciu maski nakłada się na skórę krem regenerujący (o wyjątkowo przyjemnym zapachu), który przywraca barierę ochronną. I finito. Zabieg skończony, a my jesteśmy jak nowe ;‑)

To jest właśnie ta chwila, w której nieodmiennie żałuję, że nie mogę się teleportować do własnego łóżka. Jest mi tak dobrze i tak błogo, że najchętniej kontynuowałabym drzemkę.

 

Jak często powtarzać (można, trzeba, warto)?

Zabieg wykonuje się w seriach. Minimalna zalecana seria to cztery sesje mezzoterapeutyczne powtarzane raz, a w skrajnych przypadkach nawet dwa razy w tygodniu. Maksymalna seria to osiem zabiegów. Serię warto powtórzyć po ok. trzech miesiącach. W przerwach między seriami można sobie zafundować zabieg przypominający – raz/dwa razy w miesiącu.

 

Jakich efektów można się spodziewać?

Oczywiście spektakularnych ;‑)

Po serii zabiegów skóra jest zregenerowana, bardziej napięta i nawilżona. I co najważniejsze – pobudzona do odnowy. Zmarszczki i bruzdy wyraźnie się zmniejszają (nie mogę, niestety, zagwarantować, że każdemu i wszystkie, ale moje czoło już po pierwszej serii zabiegów zyskało nową jakość).

 

Ile to kosztuje?

Trudno mi podać konkretną cenę, bo zależy ona od miejsca wykonywania zabiegu. Na pewno w renomowanym salonie będzie drożej niż u kosmetyczki prowadzącej prywatną praktykę. W dużym mieście cena jednego zabiegu mezzoterapii mikroigłowej waha się od 200 aż do 450 zł.

 

Czego unikać po zabiegu?

Po mezzoterapii co najmniej przez tydzień unikamy ostrego słońca, gdyż skóra potraktowana peelingiem kwasowym jest bardziej podatna na szkodliwe działanie promieni UV. Twarz, szyję i dekolt trzeba zabezpieczać kremem z wysokim filtrem, najlepiej 50+. Bezpośrednio po zabiegu nie należy moczyć ani rozgrzewać skóry (zatem basen i sauna tego dnia odpadają). W trakcie serii mezzoterapii nie stosujemy żadnych dodatkowych peelingów. Zabieg jest dość intensywny i nie ma potrzeby dodatkowo złuszczać skóry.

 

Jak domowymi sposobami wzmocnić efekty mezzoterapii?

Producent poleca domowe kosmetyki kompatybilne z zabiegiem: krem mocno regenerujący na twarz, szyję i dekolt oraz krem pod oczy. Ja jednak nigdy nie stosowałam w domu kosmetyków z tej serii. Być może kiedyś się na nie skuszę, na razie jednak używam tego, co już mam w łazience. Staram się natomiast wykorzystać fakt, że skóra po zabiegu jest bardziej chłonna, i cierpliwie wmasowuję kosmetyki na zmianę z olejem arganowym, w którego działanie święcie wierzę.

 

Tyle w kwestii mezzoterapii mikroigłowej. Mam nadzieję, że wyczerpałam temat. Jeśli potrzebujecie jeszcze jakichś informacji, pytajcie w komentarzach. Do miłego!

 

 

DSC_10a

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko, kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

 

(Przeczytano 312 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *