Włosy jak marzenie…

Zawsze lubiłam loki – grube i sprężyste. Najchętniej ciemnorude. Spływające kaskadą na ramiona. Sięgające łokci. Coś w stylu boskiej Rity Hayworth. Niestety, w spadku po swoich przodkach otrzymałam cienkie i delikatne kłaczki w nudnym kolorze mysi blond. Kłaczki odznaczają się w dodatku tendencją do oklapywania, co zupełnie nie współgra z moją urodą. Jako posiadaczka szczupłej i pociągłej twarzy powinnam się szczycić burzą włosów – tak przynajmniej radzą poradniki typu „Jak dobrać odpowiednią fryzurę do kształtu… etc.”. Burzy nijak osiągnąć nie zdołam, ale może chociaż jakiś silniejszy wietrzyk??

 

High quality image. Woman with smooth hair

© puhhha – Fotolia.com

 

Nawiasem mówiąc, jestem cokolwiek rozgoryczona, gdy pomyślę o poczynaniach Matki Natury. Tak się perfidnie złożyło, że mój brat dostał w wyposażeniu o niebo lepsze włosy (ja natomiast zęby, więc może nie powinnam narzekać…). Zawsze mnie to złościło, bo po co facetowi TAKIE włosy? Nie dość, że mocnej konstrukcji, że długie i gęste (ja nigdy nie zdołałam wyhodować dłuższych niż do początku łopatek), to jeszcze ciekawe w kolorycie (niebanalne połączenie dwóch odcieni blond z miedzianymi pasemkami). Napawał się pełnią ich urody w liceum i na studiach – ku mojemu utrapieniu zresztą – potem ściął się na krótko. I tyle jego włosy widziano… Ja z pewnością zrobiłabym z nich lepszy użytek!

Zmuszona okolicznościami od lat szukam sposobu na nadanie włosom pożądanej objętości przy niewielkim nakładzie sił i środków. Używałam najróżniejszych wałków, papilotów, szczotek – wszystkie te metody mają swoje zalety i wady. Po wszystkie sięgam do dziś w zależności od okazji i efektu, jaki chcę uzyskać. Największy kłopot sprawia mi jednak codzienna stylizacja. Przy moim napiętym życiowym harmonogramie czas, jaki w tygodniu mogę poświęcić włosom, jest nader krótki. Może powinnam dać sobie spokój i zacząć czesać się w kucyk albo płaski koczek? Byłoby na pewno mniej zachodu i mniej rozczarowań, ale… ale za każdym razem byłoby tak samo, a ja lubię urozmaicenie. I lubię rozpuszczone włosy. To dlatego jeszcze się nie poddałam i wciąż usiłuję okiełznać chaos na swojej głowie – raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Hm, a może powinnam kupić perukę?? A najlepiej kilka(naście) peruk? Wtedy mogłabym sobie gwizdać na gorsze skutki stylizacyjnych eksperymentów… Przyznaję, że taka perspektywa jest nawet kusząca. Gdybym była obrzydliwe bogata, może bym poszła na taką łatwiznę. Nie jestem, zatem w kwestii fryzury muszę liczyć na własną kreatywność.

 

Girl with long blond hair

© svetography – Fotolia.com

 

Metodą prób i błędów udało mi się wypracować kilka sposobów na moje włosy. Nie są niezawodne, ale za to zabierają niewiele czasu. Cały sekret polega na tym, że ja śpię, a fryzura robi się sama. Cudnie? Ja uważam, że wręcz bosko. Pożegnałam się czule zarówno z suszarką – już nie przesuszam włosów gorącym powietrzem – jak i z codzienną szarpaniną z okrągłą szczotką (która nie wiedzieć czemu za każdym razem przywierała do moich włosów niczym klajster). Liczę, że dzięki temu będę miała mocniejsze i zdrowsze włosy. I mniej podkrążone oczy (pół godziny więcej na sen… bezcenne), na czym moja uroda z pewnością zyska. Chyba się rozmarzyłam…

Serdecznie zapraszam do czytania fryzjerskiego wątku – który uroczyście inauguruję tym wpisem – i do dzielenia się swoimi sposobami na szybką a niebanalną fryzurę. Do miłego!

 

Long straight hair

© and.one – Fotolia.com

 

(Przeczytano 363 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *