Forma na lato, czyli słów kilka o zrzucaniu opony

Sprawa jest paląca i niecierpiąca zwłoki, bo sezon bikini coraz wyraźniej daje o sobie znać. W sklepach pojawiły się kolekcje jakże skąpych kostiumów kąpielowych, na billboardach roznegliżowane modelki o bajkowych kształtach bez najmniejszej fałdki (wynalazco Photoshopa, nie wiem doprawdy, czy mam cię kochać, czy nienawidzić), młódź w środkach komunikacji miejskiej beztrosko prawi o wakacjach, a pod ubraniem forma – gdziekolwiek by spojrzeć – zimowa…

Niebawem część z nas stanie przed koniecznością odsłonięcia swych wdzięków na słonecznej plaży. Owszem, można wyznawać przyjemną skądinąd zasadę „niech się wstydzi ten, kto widzi”, ale chyba lepiej rzucić współplażowiczów na kolana? A przynajmniej zmusić ich do lekkiego dygnięcia? ;‑) Tak czy inaczej, to już naprawdę ostatni dzwonek, żeby zatroszczyć się o letnią formę plażową. Czas zmienić opony! Tylko jak się do tego zabrać, by osiągnąć cel??

I tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy…

 

 

Niby wszyscy dobrze wiemy, że tłuszczyku na brzuchu nie spalimy w wyniku robienia tzw. brzuszków, choćbyśmy napinali niechcianą oponkę dzień w dzień przez 24 godziny na dobę. Jak się okazuje (co roku o tej porze), w poprzednim zdaniu kluczowe jest słowo „niby”…

Co najmniej od miesiąca internet żyje zrzucaniem opony – nic dziwnego, każdy chce się wylaszczyć na lato. Szkoda tylko, że przy okazji motywowania kanapowej części społeczeństwa do ze wszech miar wskazanej aktywności, internet rozpowszechnia i utrwala szkodliwe mity…

 

11182098_885045484890822_8084018013251508913_n

Ten obrazek krążył wczesną wiosną po Facebooku wraz ze stosownym hasłem aktywizującym typu „ja już się zabrałam za swój pozimowy brzuch, teraz kolej na Ciebie”. Może to taki zawoalowany żart? Cóż, grono rozlicznych sympatyków autora nie składa się zapewne z samych profesjonalistów, zdolnych ów żart dostrzec i ocenić. Znakomita większość fitnessowych laików odczyta ten przekaz dosłownie: „jeśli chcę mieć płaski, ładnie wyrzeźbiony brzuch, muszę robić brzuszki”. Tylko brzuszki… Zabrakło kluczowej w gruncie rzeczy informacji, że po samych brzuszkach kaloryfer będzie, a i owszem, ale wciąż głęboko ukryty…

 

Jak wynika z doświadczenia trenerów personalnych, większość osób decyduje się na ćwiczenia z powodu otłuszczonego brzucha. Panie marzą o szczupłej talii, panowie o kaloryferze. I jedni, i drudzy w celu urzeczywistnienia swych marzeń muszą pozbyć się TŁUSZCZU. To on ukrywa ładne kształty. To pod nim chowają się mięśnie i upragniona talia osy. W tej sytuacji robienie brzuszków i tylko brzuszków jest drogą do nikąd.

Stymulacja partii mięśniowych okolic brzucha w żadnym razie nie przyspiesza spalania tkanki tłuszczowej. To mit – tak samo fałszywy, jak ten, że nie należy jeść po 18.00 (z tym mitem rozprawiam się we wpisie Kolacja? Zdecydowanie TAK). Robienie brzuszków przede wszystkim rozwija MIĘSIEŃ. Pracujemy wprawdzie nad kaloryferem, ale nie nad tym, by go wydobyć spod warstwy tłuszczu. Swoją drogą wzmacnianie mięśni brzucha jest działaniem słusznym, bo silny brzuch „trzyma” kręgosłup. Warunkiem jest techniczne wykonywanie tego ćwiczenia i… umiar. Zbyt wiele powtórzeń w jednej serii może powodować przeciążenia w odcinku lędźwiowym kręgosłupa, co sprzyja dyskopatii.

Jak zatem spalić oponkę ukrywającą wypracowany za pomocą brzuszków kaloryfer? Dietą i treningami cardio. Można np. biegać na bieżni, jeździć na rowerku czy chodzić na stepperze. Najlepszym wsparciem dla odtłuszczającej diety (węglowodany dzielimy na pół ;‑)) będą częste treningi tlenowe o średniej intensywności, czyli z tętnem na poziomie 70% tętna maksymalnego – optymalną liczbę skurczów serca na minutę wylicza się z wzoru: (220 – wiek) x 70%. Treningi tlenowe o wysokiej intensywności (75−85% tętna maksymalnego) oraz treningi beztlenowe (powyżej 85%) sprzyjają przede wszystkim budowaniu kondycji fizycznej i wzmacnianiu serca (profilaktyka przeciwzawałowa!). Wprawdzie wyższe tętno podczas ćwiczeń oznacza większą liczbę spalonych kalorii, a intensywny trening beztlenowy podkręca metabolizm i organizm pracuje na wyższych obrotach jeszcze długo po zakończeniu ćwiczeń, ale… tkwi w tym, niestety, pewien szkopuł. Wyczerpujący trening wywołuje bowiem gwałtowną potrzebę uzupełnienia węglowodanów. Zapanowanie nad wzmożonym apetytem może okazać się niemożliwe, a bez trzymania diety nie ma co marzyć o efektach.

Tak więc sezon bikini uważam za otwarty. Pora pożegnać się czule z masłem orzechowym, moją największą słabością… Oj, nie będzie łatwo…

 

1a

Oczywiście mój brzuch nie jest najpiękniejszy w świecie. Daleko mu do tego. Pamiętajmy jednak, że należy do kobiety w wieku balzakowskim (jeszcze) i że dwukrotnie nosił w sobie dorodne dziecko.

 

DSC_9182

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko; kadrowanie: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

.

Polub moją stronę na Facebooku, aby być na bieżąco:

 


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, polub go albo podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz, bym poruszyła jakiś temat − napisz o tym w wiadomości.

Rozgość się u mnie :))


(Przeczytano 459 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *