A w Łopience trawa aż po pas… − lato w Bieszczadach

Jestem mieszczuchem. Na co dzień żyć mogę tylko w dużej metropolii. Gdzie indziej wcześniej czy później zaczynam się nudzić (co może świadczyć o ubogim wnętrzu – ot wyszło szydło z worka). Żyję szybko, wciąż gdzieś się spieszę. Na wyciągnięcie ręki mam kina, teatry, restauracje, kluby fitness – całe spektrum różnorakich możliwości. To, że z większości z nich korzystam od wielkiego dzwonu, nie ma tu nic do rzeczy. Być może lubię mieć świadomość, że za oknem mojego domu rozciąga się wielki świat ;‑) Jestem typowym dzieckiem współczesnej cywilizacji, poza tym noszę szpilki, co raczej nie konweniuje z polną ścieżką…

Mimo ewidentnej słabości do dużego miasta najchętniej odpoczywam jak najbliżej natury. Potrzebuję zapewne wyciszenia i wytchnienia od wielkomiejskiego gwaru, a także kontaktu z nieokiełznaną dziką przyrodą. Uciekam w Bieszczady. Moim przystankiem jest Łopienka nieopodal Cisnej – dawna wieś w dolinie ukrytej między Korbanią, Durną a Łopiennikiem. Jej mieszkańców wysiedlono po II wojnie światowej w ramach akcji Wisła. Pozostały po nich drzewa owocowe, podmurówki domów, zapadnięte piwniczki, a przede wszystkim klimatyczna cerkiew – niegdyś zrujnowana, dziś odbudowana dzięki zaangażowaniu Zbyszka Kaszuby, którego mam przyjemność znać osobiście.

 

DSC_1184_1

DSC_7234bb_1

 

W Łopience działa Studencka Baza Namiotowa Akademickiego Klubu Turystycznego SGGW. Założona przeszło 30 lat temu, przez trzy miesiące w roku gromadzi zarówno stałych bywalców, jak i turystów na jedną noc. To magiczne miejsce, nieskażone cywilizacją. Wciąż ta sama drewniana wiata, stary piec na cztery fajerki, kominek, przy którym grzejemy się w chłodne wieczory. Bez prądu, przy płonących świeczkach. Czasem z gitarą, czasem tylko z własnymi myślami. Bez zasięgu. Bez kanalizacji (ale za to z bardzo gustowną drewnianą sławojką, codziennie szorowaną przez ofiarnych bazowych). Wodę trzeba nosić wiadrami z pobliskiego strumienia – pod górę. Mężczyźni czują się bardziej męscy, gdy przytachają wiaderko albo dwa. Gdy piłują drewno, koszą trawę czy rąbią siekierą drwa na opał…

Do spania służą wieloosobowe namioty wyposażone w prycze z materacami i koce (można też przenocować we własnym namiocie). Nocą słychać dzikie zwierzęta, a gwiazdy są tak wyraźne, że można ich niemal dotknąć. Jest pięknie.

 

1005-075_1

Łopienka2014_109-1

Łopienka2014_093-1

DSC_0805-1

 

Ja i mój mąż bywamy w Łopience od czasów studenckich, nasze dzieci od siedmiu lat. Kiedyś trzeba było iść piechotą z Dołżycy lub z Polanek, by dotrzeć do bazy, dziś dojeżdżamy samochodem aż za cerkiew (taki luksus!). Po dziesięciu minutach marszu jesteśmy w raju. Spotykamy przyjaciół, znajomych, turystów, którzy wracają w to magiczne miejsce na kilka letnich tygodni, powodowani tęsknotą za wolnością.

 

DSC_0785-1

 

Łopienka to dobra baza wypadowa, więc zdobywamy kolejne szczyty. Dzięki temu nasze dzieci mogą poznać piękno bieszczadzkiego krajobrazu. Osobiście najbardziej kocham Połoniny – za przestrzeń, wiatr zapierający dech w piersiach i przepiękne widoki.

 

DSC_7377

DSC_7382-1

DSC_7393-1

.

Niebawem znowu pojedziemy do Łopienki, spotkamy starych znajomych, skoczymy na Połoniny. Naładujemy akumulatory, dotlenimy umysł i ciało. Na pewno nie jest to miejsce dla każdego, ale ja lubię raz w roku zmienić szpilki na ubłocone trapery, a pościel na śpiwór pachnący dymem z ogniska. Potem bardziej doceniam uroki cywilizacji.

 

wyrozniajace25aa

126-1

Łopienka2014_220-1

Łopienka2014_251-1

DSC_7336-1

49-1

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko

 

 

(Przeczytano 553 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *