„Naturalne” loki, czyli skręt bez wałków i lokówki

Włosy – jeden z największych atrybutów kobiecości. Gdy są piękne, dodają urody, gdy piękne nie są… no cóż. Moje włosy mieszczą się niestety w tej drugiej kategorii. Nie mogę ich jedynie umyć i zostawić do wyschnięcia – chyba że mam w planach występy w charakterze topielicy…

Szarpałam się więc każdego ranka okrągłą szczotką albo spałam w papilotach, kupiłam dyfuzor, który okazał się kosztowną pomyłką… Zabiegi stylizacyjne zamiast pomóc – zaszkodziły, a źle dobrana pielęgnacja tylko pogorszyła sprawę. Niezbędna stała się wizyta u trychologa.

Okazało się, że powinnam diametralnie zmienić swoje nawyki stylizacyjne. Zmieniłam. Postawiłam na fryzury przyjazne włosom. W tym wpisie zdradzam, jak wyczarować sprężyste loki bez wałków i lokówki.

 

 

Ten sposób na fryzurę nie jest ani skomplikowany, ani czasochłonny. Nie wymaga specjalistycznego sprzętu, potrzebna jest jedynie luźna bawełniana opaska. Swoją kupiłam w Rossmannie (była stosunkowo ciasna, więc ją przez kilka godzin rozciągałam na oparciu kuchennego krzesła). Sekret polega na nawijaniu na opaskę kolejnych pasm włosów tak, by drugim pasmem przytrzymać pierwsze, trzecim drugie itd. (wtedy pasma się nie rozwijają). Ja najpierw nawijam włosy z jednej strony głowy, a potem z drugiej, ponownie zaczynając od czoła.

 

 

Najtrudniej wypośrodkować siłę skrętu. Im węższe pasma i ciaśniejsze nawijanie, tym drobniejsze i wyraźniejsze loki. Lepiej jednak nie przesadzać i nawijać włosy luźniej, nawet kosztem mniejszej trwałości fryzury. Po pierwsze dlatego, że ciasne nawijanie może osłabić cebulki, po drugie dlatego, że trudniej zdjąć opaskę. Poza tym po przedobrzeniu grozi nam fryzura „na barana”… Aby uniknąć niespodzianek, najlepiej przed premierą kilkakrotnie przetestować ten sposób na swoich włosach.

Ja nie używam żadnych preparatów do stylizacji. Wszelkie pianki, spraye czy lotiony obciążają moje włosy i zmniejszają trwałość skrętu. Taki paradoks!

 

 

To chyba mój ulubiony sposób na fryzurę. Przede wszystkim dlatego, że szybki i wygodny. Nawinięcie włosów na opaskę zajmuje mi ok. 5 minut. W nocy nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Rano wystarczy delikatnie zdjąć pasma z opaski, przeczesać włosy palcami (nie grzebieniem czy szczotką!) i podkreślić loki olejkiem.

 

 

I jeszcze efekt końcowy. Prawda, że spektakularny? ;‑) Jestem ciekawa, co sądzicie na temat fryzur, które robią się same. Uważacie, że to fajny pomysł na zaoszczędzenie czasu?

 

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko, kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

 

 

(Przeczytano 648 razy)

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *