Żona Karola

Uwaga, uwaga − dziś będzie o układach damsko-męskich! Wprawdzie nie tak dawno się zarzekałam, że nic nie mam w tej kwestii do powiedzenia, ale jednak muszę. Instagram zapłodnił mnie refleksją, która gwałtownie domaga się ujścia ;‑)

Natknęłam się ostatnio na profil „Żona Karola”. Opis użytkownika zawierał informację „szczęśliwa mężatka” i datę upamiętniającą dzień, w którym ta szczęśliwa mężatka zaczęła swoje istnienie. Imienia nie było…

Zupełnie jakby fakt poślubienia Karola nadał sens tej egzystencji.

Jakby życie bez męża nie było życiem…

 

© photographmd – Fotolia.com

 

Mnie to trochę przeraża. I bardzo dziwi. Rozumiem wprawdzie, że można szaleńczo kochać swojego męża. Ale żeby się aż tak zaprzepaścić? Przecież związek z drugim człowiekiem nie polega na oddaniu siebie bez reszty. Ideałem jest równowaga między tym, co moje, twoje i nasze − wspólne. Tylko wtedy małżeństwo będzie satysfakcjonujące. Również dla „Karola” (jestem przekonana, że wolałby on dzielić życie z pełnokrwistą kobietą, a nie z kimś, kto porzucił dla niego własne imię!).

Ja w każdym razie nie wyobrażam sobie związku z facetem nazywającym siebie „Mężem Małgosi”…

 

Kobiety często popełniają ten błąd. W imię źle pojętej miłości rezygnują ze swoich marzeń, aspiracji i pasji. Stają się „Żoną Karola”, „Matką Bożenki”. Kimś bez tożsamości. Zastanawiam się, czy można kogoś takiego szanować (o docenianiu poświęceń nawet nie wspomnę). Chyba jednak nie można. Żona Karola wcześniej czy później znudzi się mężowi. I nawet trudno go za to winić.

 

Od „Żony Karola” dzielą mnie lata świetlne. Obawiam się, że stanowię TEN DRUGI typ małżonki (całe szczęście D. nie oczekuje wyprasowanych koszul i drugich śniadań skrzętnie zawijanych w sreberka…). W konkursie na idealną drugą połowę przepadłabym z kretesem. A jednak ten związek będzie niedługo obchodził kryształowe gody. Może właśnie dlatego, że każde z nas ma obok wspólnego życia własny świat?

 

Na zakończenie mały apel do wszystkich kobiet:

Nie stawajmy się „Żonami Karola” i nie wychowujmy na nie swoich córek! 

„Karol” tylko na tym skorzysta…

 

© Gouraud Studio – Fotolia.com

 

 

 

(Przeczytano 654 razy)

Comments

  1. Magda

    To jak być Panią Doktorową, Profesorową, Majorową, dumną z osiągnięć męża i trwać przy jego boku, jak w latach 30-tych ubiegłego wieku (tak na marginesie – piękne czasy)
    Kochane Kobiety, Dziewczyny, wcześnie urodzone Panie! Bądźmy jak damy z epoki Art Deco nie zatracając swojej tożsamości, bo kim jest mężczyzna bez mądrej,pełnej charyzmy partnerki.

    Reply
    1. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

      Dokładnie tak – bądźmy dumne z osiągnięć męża i trwajmy przy jego boku. Doceniajmy, wspierajmy, twórzmy związek, ale nie rezygnujmy całkowicie z JA – nawet na rzecz MY. A zamiana JA na ON nigdy nie wróży nic dobrego…

      Reply
    1. Magda

      taaaaaaaa, te biedne mamy, ktore zyja tylko zyciem dziecka to tez sa godne wspolczucia (ich dzieci moze jeszcze bardziej)…ciekawy temat na kolejny wpis Malgosiu!

      Reply
      1. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

        To prawda. Przecież dzieci nie wychowujemy dla siebie. One wcześniej czy później wyfruną z gniazda, założą własne rodziny. I trzeba im na to pozwolić. Myślę – jako matka – że nie jest to łatwe. A dla kobiety, która żyje wyłącznie życiem swoich dzieci, chyba wręcz niewykonalne…

        Reply
    2. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

      Ewo, owszem, ale z zupełnie innych powodów. Wiadomo, że często nie znamy imion rodziców szkolnych kolegów naszych dzieci. I tak ich sobie określamy, żeby nam było łatwiej. Albo nawet siebie tak określamy, żeby innym było łatwiej. Na zebraniu w szkole przez godzinę czy dwie mogę być przede wszystkim mamą, bo po to właśnie poszłam na zebranie. Problemem jest bycie tylko i wyłącznie mamą – wszędzie.

      Reply
  2. Karolina | Definiuję blog

    Świetny tekst! Jak najbardziej się zgadzam. Każdy człowiek czy to kobieta czy mężczyzna jest osobną jednostką nienależącą do nikogo. Spełnianie jakichkolwiek stereotypowych ról jest po prostu śmieszne. No, ale cóż każdy jakiś tam plan na życie ma…

    Reply
    1. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

      Dziękuję :)
      Myślę, że warto poruszać takie tematy i warto o tym rozmawiać. Może nie każda kobieta wie (zwłaszcza wychowana w „tradycyjny” sposób), że niezależność można połączyć z rolą żony wspierającej męża i z rolą matki mądrze wychowującej swoje dzieci; że można kochać swoją rodzinę najmocniej na świecie, ale się w niej nie zatracić. Prawdą jest jednak, że każdy kocha tak, jak chce. I tak jak umie…

      Reply
  3. Magda

    A ja właśnie zaczynam się zatracać – dobro domowników przedkładam nad swoim bo dzieci bo dom bo mąż. Ciężko mi bo zdałam sobie sprawę że muszę się zmienić. Od czego zacząć???

    Reply
    1. Magda

      Moim zdaniem w zyciu nalezy czasem byc troche egoista, bo to tylko na dobre wyjdzie …nie tylko tobie, ale i wszytskim wokol ciebie. Jesli czlowiek jest b. zmeczony, zabiegany i sfrustrowany to moze byc nie tylko niemily ale nawet lekko agresywny w stosunku do otoczenia. Moze jasno z domownikami ustalic kto co robi (maz zmywa, dzieci wycieraja i ukladaja naczynia po kolacji) a ty idziesz sie plawic w wannie. Zaczac malymi kroczkami wykrawac sobie choc krotkie, ale TYLKO DLA CIEBIE chwile. Jesli w domu stale cos ktos od ciebie chce musisz wyjsc!!! idz na silownie…joge itp itd lub chocby na spacer. Kazdy MA PRAWO do czasu WYLACZNIE dla siebie.

      Reply
      1. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

        Bardzo dobre rady :) Podpisuję się pod nimi obiema rękami. Trzeba sobie wypracować szczyptę zdrowego egoizmu i pozbyć się jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Mamy prawo do chwil tylko dla siebie.

        Reply
    2. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

      Magdo, podzielę się z Tobą radą, którą dał mi kiedyś mój mąż: nie wszystko musi być perfekcyjne. Żona i matka też nie musi sięgać ideału. Zacznij od ustalenia priorytetów i wygospodaruj czas dla siebie. Podziel się domowymi obowiązkami z mężem. I z dziećmi, bo ich wyręczanie wcale im nie służy. U mnie w domu np. do obowiązków dzieci należy wyjmowanie naczyń ze zmywarki. Poza tym pomagają mi w sortowaniu prania i muszą sprzątać swój pokój (to niestety bez większych sukcesów, bo bałaganią z dużo większą pasją niż porządkują…). A jeśli nie potrafisz odmawiać, to zapisz się na kurs asertywności! Naucz się troszczyć o swoje dobro.

      Reply
  4. Iwona

    Świetny artykuł…niby wszystko oczywiste…A jednak w codziennym życiu zapomniane…pozwalamy wtłoczyc się w ramy, swoją wartość szacujemy na podstawie opinii innych. Niestety najbliżsi są też wobec nas najsurowsi. Pozwalamy na to. Ja odnalazłam siebie po 20 latach… łatwo nie było. Coś straciłam… coś zyskałam… Bilans wyszedł na plus. Nie żałuję ani jednej decyzji która pozwoliła mi być sobą. Jestem szczęśliwa !

    Reply
    1. Małgorzata Magenta-Siemiaszko Post author

      Pozwalamy. A najbliżsi się do tego przyzwyczajają i bardzo trudno jest to zmienić. Cieszę się, że Tobie się udało. Że się odważyłaś na zmianę. Wygrałaś siebie i to jest Twój sukces, nawet jeśli przyszło Ci za niego drogo zapłacić. Na pewno było warto…

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *