Kulisy blogowania − konferencja Meet Beauty

Byłam na Meet Beauty. Głowę mam pełną wiedzy, a wizytownik nowych kontaktów i jeszcze kosmetyczkę zasiloną rozmaitymi mazidłami w ilościach hurtowych. Będę się teraz tym wszystkim miziać i zapewne pięknieć w oczach − nie może przecież być inaczej ;‑)

Czy było warto? Zapraszam na relację z imprezy.

 

DSCN2248bb_1

 

Jestem blogerką z rocznym stażem. Dopiero się uczę trudnej sztuki blogowania. Mam świadomość, że wyważam drzwi, które ktoś już kiedyś otworzył. Poza tym nikogo jeszcze nie znam, a przecież znajomości to podstawa. Założyłam więc sobie, że w drugim roku blogowej działalności będę „bywać”. Kwietniowa edycja Meet Beauty to mój pierwszy raz na imprezie branżowej. Obawiałam się, czy przejdę przez gęste sito kwalifikacji, bo tematyka urodowa jest dla mnie ważna, ale przecież nie jedyna. Gdy dostałam zaproszenie, cieszyłam się jak dziecko. Poczułam się doceniona. Wyróżniona wręcz, a to miłe uczucie, zwłaszcza że blogowanie jest robotą chwilami niewdzięczną…

Nie wiedziałam, czego się spodziewać po Meet Beauty. Liczyłam na konkretną wiedzę. I kontakty. Gdy teraz robię bilans zysków i strat (dla konferencji zrezygnowałam z weekendu u znajomych), to wychodzi on na plus, choć po drodze było kilka potknięć i usterek. Ale przecież nikt nie jest doskonały.

 

Wykłady

DSCN2097bb_1

 

Z racji swojej pracy etatowej uczestniczyłam w życiu w kilkunastu konferencjach i mam w związku z tym wygórowane oczekiwania. Wykład ma być zwięzły, ciekawy i zgodny z tematem. Prelegent ma porażać osobowością. A ja mam z tego wynieść  i n f o r m a c j e. Na Meet Beauty wysłuchałam trzech wykładów (z czwartego musiałam zrezygnować na rzecz warsztatu). Tylko jeden z nich spełnił wszystkie wyżej wymienione kryteria. Drugi był ciekawy i poruszał ważne sprawy, ale zabrakło w nim dyscypliny − prowadzący nie zmieścił się w wyznaczonym czasie i potem musiał się bardzo spieszyć, na czym poważnie ucierpiała końcówka. Trzeci wykład (nie mam na myśli ich rzeczywistej kolejności) był głównie autopromocją, w dodatku śmiertelnie nudną.

 

Panele

DSCN2200a_1

 

Gdy zobaczyłam program konferencji, pożałowałam, że nie można być w kilku miejscach jednocześnie. Panele odbywały się w tym samym czasie co wykłady i trzeba było dokonać trudnego wyboru. A potem jeszcze wykazać się refleksem i mieć sporo szczęścia podczas zapisów, bo miejsc było dużo mniej niż chętnych. Udało mi się dostać na panel makijażowy Lirene, który prowadziła Anna Orłowska. Oceniam go wysoko. Sporo się dowiedziałam. Poznałam też nowości Lirene i mam na nie teraz chrapkę. Ten efekt uboczny konferencji Meet Beauty raczej nie zachwyci mojego męża ;‑)

 

DSCN2230a_1

 

Kuluary

Wielką wartością Meet Beauty były nieoficjalne rozmowy − z uczestnikami, organizatorami i przedstawicielami wybranych marek kosmetycznych. Można było dotknąć i powąchać kosmetyki, zbadać stan włosów i skóry głowy, a także skorzystać z usług makijażystów, fryzjerów i stylistów paznokci. Czasu było pod dostatkiem, by odwiedzić wszystkie stoiska i jeszcze odsapnąć między zajęciami przy smacznej kawie. Organizatorzy zadbali też o lunch i chwała im za to, bo byłam pioruńsko głodna. Zupa pomidorowa − ciepła i pyszna − w pełni mnie zadowoliła. Zamiast kanapek (skądinąd smacznych) i ciasta wolałabym wprawdzie sałatkę, ale rozumiem, że sałatka trudniejsza w obsłudze. I nie wybrzydzam. 

 

DSCN2138_1

 

After party

Zwieńczeniem Meet Beauty była impreza w wydzielonej sali klubu Capitol. Inicjatywa godna pochwały, bo podczas after party łatwiej nawiązać znajomości niż na konferencji, gdzie przeszkadza napięty grafik. Ale… strasznie nie chciało mi się iść. Czułam się zmęczona. I żałowałam, że D. nie może zabalować ze mną. Trudno wymagać od organizatorów zaproszeń dla osób towarzyszących, ale samotne imprezowanie nie jest fajne. Zmobilizowałam się jednak. Uznałam, że bez udziału w atrakcjach wieczoru moja relacja z Meet Beauty będzie niepełna. After party zaczęło się dla mnie dość nieciekawie: przystanek przed punktem docelowym odczytałam SMS, że początek imprezy został przeniesiony z 21 na… 22. Tak bywa, gdy się nie sprawdza telefonu przed wyjściem. Miałam ochotę z tej okazji wrócić do domu, ale ubrałam się przecież wykwintnie i umalowałam… Przeczekałam 45 minut w metrze. A potem poszłam na to nieszczęsne after party, wypiłam lampkę szampana i porozmawiałam z kilkoma osobami. Po godzinie wyszłam po angielsku. Czasami warto słuchać swojej intuicji…

Czy chciałabym wziąć udział w kolejnej edycji Meet Beauty? Zdecydowanie tak, ale następnym razem będę celowała w panele. I raczej odpuszczę sobie after party… 

 

DSCN2240aa_1

zdjęcia: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

.


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na Facebooku.

Rozgość się u mnie :))


.

 

(Przeczytano 199 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *