Czerń z wanilią − zgrany duet

Wiecie, co bym chciała mieć najbardziej na świecie? Taki magiczny pstryczek, który by mi pozwolił zatrzymywać czas. Pstryk − i wydłużam noc odpowiednio do swoich potrzeb. A potem wstaję o 6.30 wyspana jak Śpiąca Królewna i po raz pierwszy w życiu nie spóźniam się do pracy… Albo spowalniam weekend, by prócz obowiązków pani domu, zwłaszcza tych niecierpiących zwłoki, bez problemu w nim zmieścić trochę przyjemności: bezwstydne wylegiwanie się w łóżku, nieśpieszny spacer z rodziną, sam na sam z dobrą książką, ploteczki w babskim gronie, towarzyskie imprezki… I jeszcze zadbać o urodę cokolwiek nadwątloną ekscesami mijającego tygodnia − choćby i domowym sposobem, ale za to kompleksowo: od czubka wystylizowanej głowy aż po aksamitnie gładkie pięty… Pomiędzy tym wszystkim stworzyć nowy wpis na blogu, oczywiście pełen głębokich refleksji i z zabójczo trafną puentą. A na deser zorganizować zachwycającą sesję zdjęciową − bez przypadkowej fryzury i niedopracowanego makijażu, kiedy to klej do rzęs nieoczekiwanie odmawia współpracy i na finiszu trzeba zmieniać przyjętą koncepcję…

Za taki magiczny pstryczek dałabym się chyba pokroić. Bo czas rozwija ostatnio zawrotne szybkości. A ja coraz bardziej za nim nie nadążam. Gonię z obłędem w oczach mijające chwile i nie zauważyłam, że nadeszła  w i o s n a. Nieprawdopodobne. Przecież ja tej wiosny zawsze wyczekuję jak zbawienia, a jednak zaskoczyła mnie w tym roku niczym zima drogowców. Może powinnam była się tego spodziewać, w końcu sylwester też mnie zaskoczył i noworoczny toast wznosiłam sokiem malinowym, co wróży mi ponoć rok pełen niespodzianek…

Planowałam inny post. Nawet go radośnie zapowiedziałam na Facebooku. Łazienki Królewskie i ja od stóp do głów obleczona w granaty i róże. Od stóp do głów, dosłownie. Jedynie rękawiczek nie stwierdzono. A tymczasem na ulicach trwał w najlepsze festiwal gołych nóg i krótkich rękawków. Blondynka normalnie. I nieważne, że był to zaledwie pogodowy ewenement, zwykle niespotykany tak wczesną wiosną, i że kapryśna aura straszy nas teraz deszczem. Generalnie idzie przecież ku lepszemu. Dlatego zapraszam na inny barwny duet, bardziej pasujący do słonecznej bujnej wiosny. Równie smaczny jak granat z różem, choć może nieco mniej energetyzujący − czerń z wanilią.

 

DAR_6020

DAR_6036

DAR_6037a

 

O głębokiej, wyrazistej czerni już pisałam → Przełamać czerń. Sądzę zresztą, że nikomu jej przedstawiać nie trzeba. To klasyka sama w sobie. Kwintesencja elegancji i piękna. Dostojna, tajemnicza, nieco drapieżna. Tym razem występuje jako rama, w której pyszni się wspaniały waniliowy beż − cudownie kremowy, delikatny i jasny; odrobinę romantyczny. 

Bardzo mi się podoba gra dwóch tak różnych odcieni. Kontrastują ze sobą na kilku płaszczyznach: jasny − ciemny, delikatny − drapieżny, radosny − mroczny, dopełniając się wzajemnie. Dzięki temu czerń nabiera łagodności, a słodkawa wanilia staje się bardziej wytrawna. Nie warto zakłócać tej swoistej harmonii dodatkowym kolorem, dlatego biżuteria powinna być subtelna, a makijaż neutralny. Wystarczy kropla czerwieni na ustach i na paznokciach. 

 

DAR_6039

DAR_6038

 

W tej waniliowo-czarnej stylizacji intryguje również gra materiałów, z których uszyto bluzkę i spódnicę. Połączenie ze sobą tkanin o odmiennej fakturze daje zazwyczaj ciekawy efekt. Ale… diabeł tkwi w szczegółach, trzeba więc uważać, by nie przesadzić z liczbą kontrastujących elementów, bo taki nadmiar grozi oczopląsem. Najbezpieczniej łączyć faktury w stylizacjach monochromatycznych. 

 

Całość

 

Na zakończenie podzielę się z Wami mały trickiem, który chętnie stosuję podczas komponowania stylizacji. Wyzyskanie barwy będącej detalem na wiodącym elemencie garderoby zawsze się sprawdza. Tym razem waniliowe pola na czarnej spódnicy zdeterminowały wybór bluzki. Gdybym się zdecydowała na ciemną górę, zadbałabym o dodatki w odcieniu waniliowym: buty, torebkę i biżuterię (jeśli chcecie zobaczyć, jak taki zabieg wygląda, zajrzyjcie do wpisu Turkus z kremem). Powtarzalność barw zawsze zapewnia kolorystyczną spójność i eliminuje wrażenie przypadkowości stroju. 

 

DAR_6283aa_1

DAR_6286bb

 

Mam nadzieję, że nie jesteście rozczarowani zmianą stylizacji. Przyznam nieskromnie, że bardzo lubię tę sesję. Może dlatego, że powstała w słonecznym Mediolanie (→ Kurs na Mediolan) i budzi we mnie cudne skojarzenia? Niemniej biję się w pierś z okrzykiem mea culpa i obiecuję racjonalniej planować posty. Nie wiem wprawdzie, czy zdołam tej obietnicy dotrzymać, bo − jak donoszą starsi koledzy − postępująca utrata refleksu jest jedną z atrakcji wieku eufemistycznie zwanego dojrzałym. Może mnie w każdej chwili zaskoczyć jakaś inna wiosna ;-)

 

DAR_6230b

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko, kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

 

bluzka – Intimissimi

spódnica – H&M

botki – New Look

torebka i bransolety – Solar

zegarek – Parfois

kolczyki – wyrób własny

 


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na Facebooku.

Rozgość się u mnie :))


.

(Przeczytano 296 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *