Suszarka BaByliss Paris − hit czy kit?

To wynalazek na miarę koła − stwierdziła moja koleżanka o bohaterce dzisiejszego wpisu, a ja poczułam, że muszę ją mieć (bohaterkę oczywiście, koleżance tym razem odpuszczę). − Gigantyczna szczota, która automatycznie się obraca. W obie strony, więc możesz włosy podwinąć do środka albo wywinąć na zewnątrz. Fryzura w zasadzie robi się sama.

S A M A. Nareszcie w ręce mi wpada urządzenie, które sprawia, że coś robi się samo. I jak pięknie w dodatku. Koleżanka była ufryzowana w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jakby dopiero co wyszła od jednego z tych nowomodnych s t y l i s t ó w  fryzur. Obudziły się we mnie dzikie żądze…  

 

Suszarko-lokówka BaByliss Paris

 

Dziś będzie mowa o suszarce-lokówce BaByliss Paris. Wiązałam z nią naprawdę wieeeelkie nadzieje. Moje włosy są cholernie kapryśne. Czasem mam wręcz wrażenie, że żyją własnym życiem. Muszę się nakombinować jak wściekła, żeby je jako tako okiełznać, a efekt tych usilnych kombinacji w większości przypadków jest i tak co najmniej dyskusyjny (coś niecoś na ten temat można przeczytać tutaj). Absolutnie nie mogłam sobie odmówić sprzętu, który  s a m  robi wystrzałową fryzurę. Zwłaszcza że trafiłam na intratną promocję.

Czy BaByliss Paris spełniła moje oczekiwania? 

 

Kobieta stylizująca włosy suszarko-lokówką BaByliss Paris

 

Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Suszarka mieści się w czarnej materiałowej walizce zapinanej na suwak. Elegancko i wygodnie. Gdy otworzę szafę, nie straszy mnie ohydne plastikowe pudełko. I sprzęt się nie kurzy. I wszystkie elementy − a jest ich naprawdę sporo − są zawsze w wiadomym miejscu i nie muszę ich szukać po całym mieszkaniu, jak to nieraz z innymi suszarkami bywało… Inna sprawa, że to bogactwo akcesoriów może przyprawić o zawrót głowy. Oprócz obracającej się szczoty mamy jeszcze wąską szczotkę, która dla odmiany się nie obraca, oraz dwie tajemnicze końcówki o przeznaczeniu mi nieznanym. Próbowałam się czegoś dowiedzieć w instrukcji, szperałam w internecie, dokonywałam prób na żywym organizmie − własnym i dziecięcym, wezwałam nawet na pomoc męża inżyniera, szczycącego się w dodatku tytułem doktora nauk technicznych. Na próżno. Końcówki są tak samo tajemnicze jak na początku i zapewne takie już pozostaną. Zamknięte w niedużej walizeczce nie są mi jednak cierniem w oku, postanowiłam więc je zatrzymać. Może kiedyś za ich sprawą wyczaruję fryzurę, która rzuci internet na kolana? Ha ha… Pozbyłam się natomiast szczotki do włosów, bo na końcach włosia miała plastikowe kulki, a to nie robi włosom dobrze (→ Z wizytą u trychologa). 

 

Suszarko-lokówka BaByliss Paris - elementy wchodzące w skład zestawu

 

Gigantyczna szczota obraca się za sprawą dwóch guzików − trzeba je w trakcie obracania przytrzymywać palcem, co jest wprawdzie mało wygodne, ale ma jedną niewątpliwą zaletę: można szybko zareagować, gdy włosy nawiną się zbyt ciasno. A to niestety zdarza się często, zwłaszcza przy pierwszych próbach użytkowania suszarki. Potem jest trochę lepiej. Trochę, bo do tej pory wkręcam sobie kudły w szczotę podczas suszenia, co jest dość nieprzyjemne i… wyrywa włosy. Zapewne jest to w dużej mierze efekt braku wprawy, ale włosów żal. Nie mam ich na tyle dużo, by nimi beztrosko szastać. Ten dość istotny szczegół sprawił, że moje uczucia do BaByliss znacznie się ochłodziły…  

 

Suszarko-lokówka BaByliss Paris - wady

 

Pora chyba na efekty. Hm… Koleżanka wyglądała jednak lepiej… Powodów tej smutnej rozbieżności widzę kilka:

  • koleżanka jest po prostu ładniejsza;
  • koleżanka ma gęstsze włosy;
  • koleżanka zręczniej manipuluje szczotą.

Każdy z powyższych punktów wydaje się prawdopodobny. Z pierwszym można by jeszcze polemizować (w końcu są gusta i guściki), ale dwa kolejne dyskusji nie podlegają − i włosy, i zdolności fryzjerskie mogłabym mieć lepsze. Mimo to sądziłam, że z pomocą BaByliss osiągnę bardziej przestrzenną fryzurę, a ja jakaś taka… przylizana.

 

Suszarko-lokówka BaByliss Paris - efekt końcowy

 

Podsumowując: szału nie ma. Może i szybko, może i wygodnie, ale minus za ewidentne straty w owłosieniu i efekt końcowy daleki od wyobrażeń. Spodziewałam się czegoś więcej. Zdecydowanie więcej. Być może żaden sprzęt fryzjerski nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom − z próżnego i Salomon nie naleje. Być może nie mam szczęścia do suszarek − wystarczy wspomnieć pamiętną wpadkę z dyfuzorem (→ Dyfuzor? To chyba jednak nie dla mnie…). Być może brakuje mi wprawy albo popełniam jakiś kardynalny błąd. Uczucia do BaByliss mam mieszane. Bo koleżanka naprawdę wyglądała świetnie… 

Tak czy inaczej przed zakupem kolejnej suszarki poważnie się zastanowię. Chyba :-P

 

Kobieta z suszarko-lokówką BaByliss Paris

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko, kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

.


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz być na bieżąco, polub mój fanpage na Facebooku.

Rozgość się u mnie :))


.

 

(Przeczytano 316 razy)

Comments

  1. Aga

    Hmmm, a może po prostu inny rodzaj włosów? A może koleżanka dobrze wygląda ulizana? ja też chcę spróbować!

    Reply
  2. Ania

    Małgosiu, mam podobne doświadczenia, niestety mam ważnienie, że brakuje na rynku urządzenia, które by nie paliło i nie wyrywało włosów.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *