Serifos − część 1. urlopu na Cykladach

Znów nadszedł wrzesień, a wraz z nim mało ponętne obowiązki matki dzieci w wieku szkolnym. To nie będzie łatwy rok. Kamyk zaczyna poważną naukę w IV klasie i musimy go przypilnować, bo systematyczne odrabianie lekcji nie jest jego najmocniejszą stroną. W. zaś oswaja gimnazjum, a to przybytek, który zbyt często zmienia dziewczynki w wyuzdane lolity, w dodatku święcie przekonane o swojej absolutnie niepodważalnej dorosłości. Boję się, czy podołam czekającym mnie wyzwaniom… W tym stanie ducha mogę sięgnąć wyłącznie po odstresowujące wspomnienia z wakacji. Zapraszam więc na malownicze Serifos − jedną z wysp Morza Egejskiego, należącą do archipelagu greckich Cyklad.

 

mapa ukazująca odległość Serifos od Aten

 

To nie była wycieczka z biurem podróży. Nie chcieliśmy luksusowej nudy all inclusive, kusiła nas prawdziwa Grecja − zachwycająca specyficznym klimatem biało-niebieskich wyspiarskich miasteczek, nadmorskimi tawernami, gdzie serwują dania miejscowej kuchni i cierpkie greckie wina, uroczymi zakątkami, wciąż jeszcze niezadeptanymi przez hordy turystów, a nade wszystko tym fantastycznym bezczasem, który dwa tygodnie wakacji rozciąga w błogość zdającą się nie mieć końca… Nie chcieliśmy też sztywnych marszrut, ograniczających rezerwacji, z góry określonych posunięć. Dlatego wykupiliśmy tylko bilety lotnicze w obie strony i z grubsza określiliśmy parametry wyprawy. Dwie czteroosobowe rodziny, osiemnaście dni, cztery wyspy, a na deser mitologiczne zabytki Aten. Trochę na żywioł, ale czuliśmy się bezpiecznie, bo znajomi kilka lat temu przećwiczyli ten schemat. 

Początek był trudny. Loty z Warszawy do Aten są bowiem wyjątkowo niesympatyczne: start o 22.50, lądowanie około 3 w nocy czasu miejscowego. Te kilka godzin w samolocie trudno nazwać spaniem… Potem odbiór bagaży, szukanie zaginionego parasola (w ogóle nie wyleciał z Warszawy) i wreszcie godzinna drzemka w autobusie do Pireusu, taka drzemka matki, która służy synowi za poduszkę, amortyzuje wstrząsy pojazdu i zarazem pilnuje bezpieczeństwa bagażu. Marzyłam o promie płynącym na Serifos − o naiwna − ale nim złożyłam swe umęczone członki na jego twardej ławce, przyszło mi przeżyć prawdziwą gehennę…

 

Port w Pireusie

Wyprawa na Serifos - port w Pireusie

© Bartłomiej Woźnicki

Nabrzeże portu w Pireusie - czekamy na prom na Serifos

© Bartłomiej Woźnicki

.

Pireus nie należy do najurodziwszych miejsc świata. Szczerze mówiąc jest dość obskurny. Kręcą się tam podejrzane indywidua, straszą namioty przywodzące na myśl muzułmańskich uchodźców, gdzieniegdzie widać grupki śniadych mężczyzn śpiących pod chmurką na tekturowych kartonach. Wyobraźnia pracuje, zwłaszcza o 5 nad ranem po nieprzespanej nocy… W tym uroczym towarzystwie mieliśmy spędzić dwie godziny (według rozkładu, dokładnie przestudiowanego jeszcze w Warszawie, prom na Serifos odpływał o 7.00). Zajęliśmy wolną ławkę na zapuszczonym skwerku, upodabniając się tym samym do innych koczowników: wymęczeni dorośli, przysypiające dzieci i góra plecaków, dużych i małych, wypakowanych po same brzegi… Zaczęliśmy c z e k a ć, co jak wiadomo jest procesem żmudnym i baaardzo bolesnym. Tymczasem Pireus się budził. Wśród mężczyzn śpiących nieopodal nastąpiło pewne poruszenie. Wyłaniali się spod koców, drapali po rozczochranych głowach, wreszcie zwinęli swój skromny dobytek i zniknęli za rogiem. Po dłuższej chwili zobaczyliśmy pana o podobnej aparycji. Skrupulatnie zbierał porzucone kartony, co koleżanka skwitowała słowami:

− O! Przyszedł serwis sprzątający − uśmialiśmy się do łez :‑P 

W końcu nasi mężowie udali się po bilety, a mnie zaświtała nadzieja na rychłą zmianę dekoracji. Niestety, upragnionym biletom towarzyszyła wieść ewidentnie hiobowa: prom na Serifos odpłynie dopiero o… 9.00. Ciarki mi przeszły po tyłku odgniecionym od przydługiego koczowania − kolejne dupogodziny mogły zaowocować zniesieniem kwadratowego jaja. Obeszło się bez tak drastycznych konsekwencji, bo godzina była przyzwoita i mogliśmy załagodzić męki oczekiwania śniadaniem w najelegantszym z okolicznych lokali. Koło 9 pełni nadziei ruszyliśmy do portu, a tam… ani śladu promu na Serifos. Zgroza! Przypłynął drań dopiero blisko 10 i przez kolejne półtorej godziny czekał nie wiadomo na co. Ot, typowa grecka nonszalancja. Gdy wreszcie ruszył, zatłoczony do granic możliwości, myślałam, że najgorsze mam już za sobą. Myliłam się. Przydługie oczekiwanie było zaledwie preludium do rozlicznych atrakcji podróży… 

Promy nigdy nie będą moim ulubionym środkiem transportu, choć nie ma lepszego sposobu komunikacji między wyspami. Niby wszystko jak trzeba: klimatyzowane pomieszczenia z miękkimi kanapami i barem, miejsca siedzące na pokładzie, ładne widoki, przyzwoite toalety. Początkowo jest wobec tego całkiem znośnie: oglądasz morze, podziwiasz wybrzeże, zwiedzasz prom, robisz zdjęcia, śpisz, jesz, czytasz… Po dwóch godzinach sytuacja niestety się zmienia: zaczyna wiać aż do urwania głowy, a widok dokoła powszednieje − z każdą chwilą bardziej. Inteligentni ludzie ponoć nigdy się nie nudzą, ja najwyraźniej nie należę do tego grona − na promach nudzę się wręcz egzystencjalnie. Pięciogodzinna podróż na Serifos była upiorna i przez tę nudę, i przez warunki, które nijak nie korespondowały z moimi potrzebami. Chciałam s p a ć, a tego pragnienia nie podzielali tłumnie otaczający mnie ludzie. Najwyraźniej doskonale wyspani, toczyli głośne konwersacje i kompulsywnie palili papierosy (że nie zaczadziałam, to doprawdy cud boski). Poza tym dzieliłam ławkę z rodziną i mogłam się położyć, gdy młode pokolenie odzyskało już siły i ruszyło na podbój promu. Zasnęłam po upływie całej wieczności. A gdy się obudziłam − przekonana, że dopływamy już do Serifos − D. oznajmił radośnie:

− No, to jesteśmy w połowie drogi.

W połowie?? To bolesne doświadczenie przekonało mnie, że warto wybierać szybkie promy. Mimo ich ceny. Niestety, nie zawsze i nie wszędzie takie promy kursują.

 

Portowe miasteczko Livadi

Restauracje w Livadi na Serifos

© Bartłomiej Woźnicki

Serifos - portowe miasteczko Livadi

© Bartłomiej Woźnicki

Serifos - miasteczko Livadi

Budynki w miasteczku Livadi na wyspie Serifos

Miasteczko Livadi na wyspie SerifosPort w Livadi na Serifos

 

Do Livadi dopłynęliśmy pod wieczór. W porcie zaczepiliśmy obiecująco wyglądającego pana w minibusie i niemal od ręki wynajęliśmy dwupokojowe apartamenty w Aigaionsalonik z aneksem kuchennym, przestronna sypialnia, łazienka z prysznicem − umiejscowione zaledwie kilka minut od plaży i jakiś kwadrans od centrum Livadi, w dodatku sprzątane codziennie do absolutnie nieskazitelnego błysku. Z ganku uzbrojonego w stół i wygodne siedziska rozciągał się zapierający dech widok na Morze Egejskie. Kosztowały te luksusy 50 euro za noc, co udało nam się stargować do 45.

Centrum Livadi nie jest duże. Nie ma tu ekskluzywnych butików ani tłumu turystów. Port, przystanek autobusowy, kilka sklepów. Główna ulica ciągnie się wzdłuż morza. Mieszczą się na niej restauracyjki wystawiające stoliki na piaszczystym wybrzeżu. Można skosztować tradycyjnych potraw, jak gemista, horiatiki, musaka czy souvlaki − kulinarny hit wyprawy (zdaniem dzieci). Wybór dań jest spory i nie straszy denne menu jak w pamiętnym Słowackim Raju. Wokół restauracji kłębią się gromady kotów czekających na resztki z pańskiego stołu. Niektóre wielce urodziwe i całkiem oswojone, co z wielkim upodobaniem wykorzystywała lwia część mojej rodziny. Przy lekceważącym przyzwoleniu reszty wycieczki :‑P 

Namiętnie korzystaliśmy z uroków plażowania. W Livadi jest bowiem wyjątkowo przyjemna plaża. Zaciszna, malownicza, z dwiema dogodnie umiejscowionymi knajpkami, w których kupowaliśmy smaczne frappé i przekąski ratujące dzieci przed śmiercią głodową. Piaszczysta! Piaseczek bynajmniej nie złoty i zawiera sporo farfocli z okolicznych drzew, niemniej jest piaseczkiem i da się po nim chodzić na bosaka (w Grecji nie jest to wcale oczywiste). Ma pewien feler − gdy wieje wiatr, farfocle przywierają do nakremowanego ciała, co zdaje się potwierdzać życiową regułę, że nie można mieć wszystkiego. Albo patelnia i czysty piaseczek, albo farfocle i ożywczy cień. Ja wybieram jednak farfocle… 

 

Plaże SerifosPlaża w Livadi na Serifos

Plażowanie na Serifosplaża w Livadi na Serifos

 

Na Serifos znajduje się podobno aż siedemdziesiąt plaż. Mimo tego urodzaju poprzestaliśmy na Livadi. Mieliśmy tam pełen komfort plażowania i nie czuliśmy potrzeby odwiedzania innych miejsc nadmorskiego wypoczynku. Odbyliśmy za to dwie wycieczki krajoznawcze. Jedną autobusową − do stolicy, drugą częściowo pieszą − do wioski, która cieszy się opinią oazy zieleni. Bardzo nas ta opinia zaintrygowała, bo pod koniec czerwca w Grecji zieleń nie jest kolorem szczególnie rzucającym się w oczy.    

 

Stolica wyspy  Chora 

Stolica Serifos - Chora

Chora, stolica Serifos - wiatraki

Chora - stolica Serifos

Stolica Serifos - widok na Livadi

© Bartłomiej Woźnicki

Uliczki Chory na Serifos

W Chorze - stolicy Serifos

Wąskie uliczki Chory, stolicy Serifos

© Bartłomiej Woźnicki

Stolica Serifos - Chora (widok z Livadi)

 

Spokojna i nastrojowa Chora − stolica Serifos − zachowała zabytkowy charakter. Wybudowana na wysokim wzgórzu zachwyca pudełkowymi domkami, które zdają się wyrastać wprost z górskiego zbocza. Wszystkie po horyzont białe, z niebieskimi lub zielonymi zdobieniami, wyglądają skrajnie inaczej niż pstrokata zabudowa naszych rodzimych miasteczek. Wąskie i kręte uliczki oraz strzeliste białe schody prowadzą do urokliwych kościołów i kapliczek. Ze szczytu wzgórza można podziwiać port i zatokę Livadi. To jeden z pejzaży, które zostają w pamięci na długo. 

Do Chory można dotrzeć autobusem kursującym z Livadi, samochodem (u stóp wzgórza znajduje się sporo miejsc do parkowania) albo pieszo − drogą wiodącą przez pola, a następnie po wysokich kamiennych schodach. Podejrzewam, że piesza wycieczka do Chory ma najwięcej uroku. Niestety, musieliśmy oszczędzać zwichniętą stopę mojego męża. D. uszkodził się na siatkówce raptem dwa tygodnie przed wyjazdem i siłą rzeczy był mniej ruchliwy niż zazwyczaj. 

 

Wycieczka do Kentarchos

Do wsi Kentarchos, która zaopatruje Serifos w warzywa, wybraliśmy się pieszo (autobusy tam nie kursują). Szliśmy w upale przez bardzo kujące wysuszone łąki, masakrując sobie łydki i marząc o zimnym frappé. Widoki były momentami spektakularne, ale sama wioska raczej marna. I nie było w niej ani baru, ani nawet najzwyklejszego sklepu. Marzenia o zimnych napojach pozostały więc nieziszczone… 

Z wycieczki wracaliśmy taksówkami, które na Serifos są stosunkowo tanie. Czteroosobowa rodzina zapłaci za przejazd taksówką tylko odrobinę więcej niż za bilety autobusowe. Na ten transport musieliśmy jednak zaczekać (w Kentarchos nie ma postoju taksówek), co z racji upału i braku frappé było niezwykle trudne. Oaza zieleni okazała się zatem nieco przereklamowana.

 

Serifos - widok na Kentarchos od strony Chory

Serifos - wycieczka do Kentarchos

Zatoka Livadi na Serifos

Morze Egejskie - pejzaż z Serifos

Kozy na Serifos

 

Podsumowując: Serifos to wyspa dla osób, które lubią wypoczywać z dala od wielkomiejskiego gwaru − rajska, zaciszna, a jednocześnie niepozbawiona odrobiny luksusu. Świetne warunki lokalowe, cudne plaże, smaczne frappé, duży wybór restauracji z obszerną kartą dań, interesująca okolica. I… koty − dla mnie to atut. Wady? Słabe zaopatrzenie w produkty nieturystyczne (nigdzie nie udało nam się kupić… pendrive’a) i pewna monotonia wakacyjnych wrażeń − moim zdaniem trudno byłoby tu spędzić dwutygodniowy urlop. Po nasyceniu się rozkoszami plażowania i zakosztowaniu najważniejszych okolicznych atrakcji ruszyliśmy na podbój kolejnej wyspy…

Ciąg dalszy nastąpi. Wkrótce. Mam nadzieję, że będziecie czekać z niecierpliwością :)

Do miłego!

 

Wyspa Serifos - widok z promu

zdjęcia bez ©: Dariusz Siemiaszko; kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

.

.Polub moją stronę na Facebooku, aby być na bieżąco:

.


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, polub go albo podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz, bym poruszyła jakiś temat − napisz o tym w wiadomości.

Rozgość się u mnie :))


(Przeczytano 392 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *