Reforma edukacji, czyli jak nie należy zmieniać szkoły…

Polityka działa mi na nerwy. Każda. Staram się więc trzymać od niej z daleka. Polityka „dobrej” zmiany jest jednak na tyle bezczelna, że włazi z buciorami do mojej sypialni. Dotyka spraw najbardziej intymnych i usiłuje mydlić mi oczy rozdawniczym hajsem. Ale ja już wiem, jak te „dobre” reformy wyglądają od kuchni. Bo jedna z nich godzi we mnie podwójnie: zawodowo i prywatnie. Reforma edukacji − samozwańczo okrzyknięta najlepiej skonsultowaną społecznie. Tylko z kim, przepraszam bardzo? Z szanownym panem prezesem? Czy z panią Zosią z warzywniaka, która z edukacją ma tylko tyle wspólnego, że w zamierzchłej przeszłości ukończyła jakąś szkołę??

Bo ta nieszczęsna reforma naprawdę nie trzyma się kupy…

.

Reforma edukacji - likwidacja gimnazjów

© WavebreakmediaMicro − Fotolia.com

.

Może bym jakoś przełknęła pomysły „dobrej” zmiany, gdyby władza wprowadzała je stopniowo, zaczynając od pierwszych etapów edukacyjnych. Wtedy byłby czas na rzetelne opracowanie programów nauczania, napisanie podręczników − dobrych i przemyślanych, na przygotowanie szkół do przyjęcia nowych uczniów, na przekształcenie dzisiejszych gimnazjów w inne placówki, na oswojenie się nauczycieli, uczniów i rodziców z nowymi standardami itp. Niestety, władza postanowiła reformować edukację od środka.

Jak można zmieniać zasady gry w jej trakcie?

.

Dzisiejsi szóstoklasiści mają iść w przyszłym roku szkolnym do VII klasy. Czego się tam będą uczyć, nie wiadomo. Podstawy programowe wcale nie rozjaśniają mroków niewiedzy. Bo dotyczą etapu IV−VIII, a reforma edukacji 2017 na dzień dobry wprowadza klasę VII. Brutalnie przerywa starą ciągłość, może niedoskonałą, ale jednak pełną, rodząc jedynie niebezpieczny chaos. Podobno dla dobra naszych dzieci, ale ja widzę w tym jedynie polityczny interes.

W czym problem? W innym podejściu do edukacji. Nie ważne: lepszym czy gorszym. Innym, a więc niepasującym do drogi, którą nieszczęśni szóstoklasiści już przeszli. W nowej podstawówce nie będzie np. przyrody. Będą biologia, fizyka, chemia, geografia. OK, może i słusznie. Ale dzisiejszy szóstoklasista uczył się przecież przyrody. Jak się poczuje w przyszłym roku, gdy nagle stanie przed koniecznością opanowania materiału z fizyki? Od środka będzie ją poznawał? 

Podobnie rzecz się ma z egzaminem po VIII klasie. Młodzież uczona starym trybem nagle będzie zdawać egzamin według całkiem nowych zasad. I to niby nie jest stresujące?

Co gorsza ten stan rzeczy będzie się ciągnął przez lata i dotknie również dzisiejszych czwartoklasistów. W V i VI klasie będą oni uczeni starym programem. „Dobra” zmiana złapie ich dopiero w VII i VIII klasie. A przecież czeka ich na koniec tej kulawej podstawówki ważny egzamin. Kto mi zagwarantuje, że mój syn nie wyłoży się na umiejętności, której wskutek tejże zmiany nie wyćwiczył?

Reforma edukacji według PiS zaszkodzi dzieciom!

.

Skutkiem przedwczesnej likwidacji gimnazjów moja córka − dzisiejsza gimnazjalistka − będzie zdawać do liceum z tymi, którzy uczą się obecnie w VI klasie. Dwa razy więcej dzieci na tyle samo miejsc. Czyli podwójny stres, marne szanse na dobrą szkołę, przeładowane klasy. Bardzo się martwię o moją W., która nie jest wybitną olimpijką, lecz czwórkowo-piątkową uczennicą. A dobrej alternatywy dla liceum w naszym cudownym kraju przecież nie ma…

I czemu to taki pośpiech? Bo gimnazja są be?

.

Z mojej perspektywy gimnazjum jest dużo lepsze niż podstawówka. W. lepiej się uczy. Znalazła przyjaciół. Wydoroślała. Nie, wcale nie w TYM sensie. Żadnych słoneczek itp. jeszcze nie przerabiamy. Zresztą, nie w placówce edukacyjnej problem. Po prostu w pewnym wieku młodzież zaczyna szaleć. Normalna sprawa. Dziś brykają w gimnazjum, jutro będą brykać w podstawówce. Razem z zerówkowiczami i pierwszakami. Rozkosznie, prawda?

Władzy wcale nie chodzi o dobro dzieci. Nie chodzi jej także o dobro edukacji. Ta zmiana ma, obawiam się, całkiem inne cele. Niezdrowy pośpiech, brak głębszej refleksji nad kształtem edukacji, szokująca wręcz nonszalancja. To zmiana dla zmiany. Wprowadzana po to, by postawić na swoim. By zburzyć stary układ. By uczyć w szkole „prawdziwej” historii.

By pod płaszczykiem reformy wymienić dyrektorów na swoich… Misiewiczów.

.

Zawodowo też mnie trafia. W podręcznikach robię, więc na ministerialne wytyczne czekam jak kania dżdżu. Bez podstawy programowej nie można wystartować. Przy czym data końcowa jest absolutnie nieprzekraczalna, a czas pędzi jak szalony. 1 września 2017 uczniowie muszą mieć nowe książki: do klasy I, IV i VII. 

Minister Zalewska beztrosko przespała wakacje. Skutkiem tego zaniedbania będę musiała pracować świątek, piątek i niedziela. Bo przygotowanie podręcznika to nie „kilka miesięcy”. Nowe treści trzeba przecież napisać − najlepiej w sposób przemyślany, a nie na kolanie. Potem trzeba je sprawdzić na wszystkie strony, bo autor też człowiek i bywa omylny. Odpowiednio zilustrować, wlać w layout, korekty jakieś zrobić. Przejść proces recenzji i ministerialnych aprobat. Sam tylko druk trwa okrągły miesiąc… 

Czasu na opracowanie podręczników jest więc zdecydowanie za mało.

.

Wygląda na to, że „dobra” zmiana w swych pożal się Boże kalkulacjach nie przewidziała czasu na przygotowanie wartościowych książek. Po co? Przecież za błędy w podręcznikach rodzice i nauczyciele winić będą wydawców… 

A błędów trudno będzie uniknąć w tak drastycznym pośpiechu.

.

Pocieszam się, że wydawcy zrobią wszystko, by podręczniki były przynajmniej niezłe. Wiem jednak, że koszty tego przedsięwzięcia będą ogromne. I nie chodzi tu tylko o pieniądze. Również o prywatny czas wielu osób, które będą musiały pracować w drastycznym pośpiechu przez kilka kolejnych lat. Podkopując zdrowie i nadwyrężając stosunki rodzinne. Za friko, bo za nadgodziny w korporacjach nikt przecież nie płaci. 

Jestem tym wszystkim głęboko sfrustrowana. Boli mnie, że źle przygotowana reforma edukacji skrzywdzi moich bliskich i zrujnuje przyszłość moim dzieciom. Wkurza mnie, że tak niewiele mogę zrobić, by cokolwiek w tej kwestii zmienić. 

I dziwię się niezmiennie, że reforma edukacji nie budzi tak wielkich emocji jak ustawa zakazująca aborcji. Przecież tu chodzi o przyszłość naszych dzieci!!!.

.

.Polub moją stronę na Facebooku, aby być na bieżąco:

 

Reforma edukacji 2017

© dmitrimaruta − Fotolia.com

.


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, polub go albo podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz, bym poruszyła jakiś temat − napisz o tym w wiadomości.

Rozgość się u mnie :))


(Przeczytano 186 razy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *