Radiofrekwencja − sposób na nieinwazyjny lifting?

Ostatnio oglądałam zdjęcia starszych pań o napompowanych silikonem ustach i twarzach noszących wyraźne ślady chirurgicznej interwencji. Poniekąd rozumiem, co te panie popycha do tak drastycznych prób ratowania urody. XXI wiek nie jest łaskawy dla starzejącej się kobiety. Można zostać napiętnowaną za to, że próbuje się zaradzić skutkom upływającego czasu, i za to, że się… nie próbuje. A byłe modelki i inne celebrytki naprawdę mają przechlapane. Bo czego by nie zrobiły ze swoją twarzą, to i tak nie sprostają oczekiwaniom opinii publicznej − złożonej w znakomitej większości z dziewcząt, które jeszcze nie wiedzą, jak działa grawitacja − oczekiwaniom, że co najmniej do siedemdziesiątki pozostaną gładkie i wytwornie chude. Najlepiej z promienną twarzą nastolatki, kaloryferem na brzuchu, jędrnym biustem XXL, bujną fryzurą i ogniem w oczach − obwiedzionych oczywiście idealnie równą kreską…

Pooglądałam sobie te zdjęcia ku przestrodze. Żeby mi w akcie desperacji jakaś głupota do głowy nie przyszła. Oglądałam i myślałam, co zrobić, by się zestarzeć z godnością. W dodatku estetycznie. Bez sięgania po metody, które podstarzałą kobietę zmieniają w twór na miarę dzieła Frankensteina. Ale też bez upodabniania się do własnej prababci, zwłaszcza przedwczesnego, gdy w sercu jeszcze maj i wzrok na tyle dobry, że dostrzega niechciane zmarszczki z prędkością sokoła. Słowem − co zrobić, by nieuchronną starość oswoić, a może nawet odrobinę  z n e u t r a l i z o w a ć??

Ja wierzę w kosmetykę (o czym już pisałam przy okazji przedstawiania alternatywy dla botoksu). Uważam, że może konkurować z medycyną estetyczną − przynajmniej do pewnego momentu. Moja niemal czterdziestotrzyletnia twarz, poddawana zabiegom kosmetycznym 2−3 razy w miesiącu, jeszcze mnie tej wiary nie pozbawiła. Interwencja chirurga to zdecydowanie ostatnie stadium walki o młodszy wygląd (przeziębienia nie leczy się przecież wycięciem migdałków), nie jest to też jedyna broń, jaką mamy do dyspozycji. Warto zacząć od metod nieinwazyjnych i mocniejsze działa wytaczać stopniowo. Zapraszam zatem na kolejny wpis z serii SOS dla urody. Panie i Panowie, przed Wami radiofrekwencja.  

Radiofrekwencja na twarz - zabieg anti-aging

 

Trochę teorii

Radiofrekwencja to promieniowanie elektromagnetyczne o częstotliwości fal radiowych rozgrzewające głębsze warstwy skóry bez uszkadzania naskórka, co pozytywnie wpływa na produkcję nowego kolagenu. Z wiekiem włókna kolagenowe ulegają bowiem degradacji − nie dość, że jest ich w skórze coraz mniej, to jeszcze wiotczeją, a ich struktura staje się nieuporządkowana. Wysoka temperatura wydzielana podczas zabiegu napina włókna kolagenowe i stymuluje fibroblasty do tworzenia kolagenu i elastyny, rozszerza też naczynia krwionośne, co skutkuje lepszym odżywieniem i dotlenieniem komórek. W efekcie skóra robi się grubsza i jędrniejsza, a zmarszczki i pory są mniej widoczne. Radiofrekwencja najlepiej działa u osób w wieku 30−55 lat, bo młodszy organizm łatwiej reaguje na bodźce stymulujące.

Brzmi to niezwykle kusząco, a jednak miałam do radiofrekwencji stosunek sceptyczny. Pełne efekty działania fal radiowych są widoczne dopiero po kilku miesiącach, gdy pobudzone fibroblasty zaczynają produkować nowy kolagen. Skuteczność aż tak przesunięta w czasie nie do końca mnie przekonywała. Bo jak ją zmierzyć? Przecież za kilka miesięcy moja twarz będzie odpowiednio starsza… Postanowiłam zaryzykować, gdy radiofrekwencję wprowadziła do oferty zaprzyjaźniona kosmetyczka. Jesteście ciekawi, czy nie pożałowałam tej decyzji?   

 

Radiofrekwencja - zabieg pobudzający produkcję kolagenu

 

Radiofrekwencja w praktyce

Zabieg rozpoczął się od demakijażu, potem kosmetyczka wykonała peeling. Oczyszczona skóra została pokryta żelem przewodzącym, wzbogaconym o substancje łagodzące podrażnienia. Etap podgrzewania twarzy, szyi i dekoltu trwał ok. 15 minut − w tym czasie temperatura emitowana przez głowicę była stopniowo podnoszona. Zabieg kończył się maską dobraną do potrzeb mojej cery i dwudziestominutowym masażem manualnym, który rozprowadził ciepło zgromadzone w skórze, co miało zwiększyć efektywność radiofrekwencji. Po masażu kosmetyczka zmyła resztki maski i nałożyła krem końcowy. Całość trwała mniej więcej półtorej godziny. 

Radiofrekwencja nie jest bolesna i nie zostawia widocznych śladów (nie ma zaczerwienienia ani opuchlizny), ale nie należy do najprzyjemniejszych zabiegów świata. Podgrzewanie skóry następuje wprawdzie stopniowo i mamy wpływ na maksymalną temperaturę, nie mogłam się jednak w pełni rozluźnić i cieszyć z ciepełka. Dlaczego? Bo od czasu do czasu przez głowicę przelatywała kłująca iskra, co było bardzo niemiłe. Mimo tego dyskomfortu przeszłam serię 6 zabiegów, bo byłam bardzo ciekawa, czy zauważę gołym okiem spektakularne efekty. 

 

Rok po zabiegu…

Niekiedy słyszy się, że radiofrekwencja to lipa, bo przecież ciepło ścina białka. Owszem, włókna kolagenowe i elastynowe kurczą się od wpływem ciepła, a z czasem ulegają zniszczeniu. To dlatego widzimy efekt napięcia skóry bezpośrednio po zabiegu. I dlatego po paru dniach może nam się wydawać, że skóra wygląda gorzej. Należy jednak pamiętać, że podczas podgrzewania skóry właściwej falami radiowymi działamy nie tylko na włókna już istniejące, lecz przede wszystkim na produkujące je fibroblasty. Pobudzamy naturalne procesy regeneracyjne skóry, dzięki czemu zabieg ma działanie długofalowe. Oczywiście nie można przesadzić ani z ilością czy częstotliwością zabiegów, ani z temperaturą emitowaną przez głowicę. Dalej podaję kilka wskazówek, z których warto skorzystać, by radiofrekwencja była bezpieczna i efektywna.

Fale radiowe poprawiają kondycję skór wiotkich i cienkich, wymagających zagęszczenia, pogrubienia i liftingu. Stymulują skórę właściwą do odnowy. Nie jest to jednak zabieg, który wyeliminuje konieczność systematycznego dbania o cerę − na młodszy wygląd skóry wpływa wiele składników: zdrowy sen, zbilansowana dieta, aktywność fizyczna, a przede wszystkim codzienna pielęgnacja, podczas której wiele kobiet popełnia błędy niwelujące efekty zabiegów kosmetycznych.

Nie ma zabiegu anti-aging, po którym można spocząć na laurach. Nawet chirurgia estetczna nie cofnie nas do tych beztroskich dni, gdy bez śladu mijały zarwane noce. Radiofrekwencja cudów nie zdziała, niemniej warto ją sobie zafundować. Nie wiem, czy jej efekty widać gołym okiem, nie wiem, czy widać tylko jej efekty, bo przez rok od zabiegu regularnie odwiedzałam kosmetyczkę. Na pewno jednak widać sens wykonywania zabiegów nieinwazyjnych. Poniższe zdjęcie pokazuje obraz ultrasonograficzny mojej przeszło czterdziestoletniej skóry. Jasne kolory oznaczają nieuszkodzoną strukturę kolagenu. Mój kolagen wciąż ma się dobrze. 

Skóra właściwa po zabiegu radioferkwencji

 

Ważne wskazówki

  1. Wybór odpowiedniego sprzętu. W przypadku radiofrekwencji to niezwykle istotne. Najlepsze efekty dają technologie bipolarne, które podgrzewają tkanki jedynie do określonej głębokości. Nie ma więc ryzyka zniszczenia podskórnej tkanki tłuszczowej − energia do niej nie dociera lub dociera w niewielkim stopniu. 
  2. Nawilżenie. Zaleca się wypicie 1,5–2,5 litra wody dzień przed zabiegiem. W trakcie podgrzewania tkanek jej cząsteczki będą ocierać się o siebie, co zwiększy ciepło i podniesie efektywność radiofrekwencji. Przez trzy dni po zabiegu po zabiegu należy dużo pić i intensywnie nawilżać skórę.
  3. Częstotliwość. Zabieg można powtarzać co dwa tygodnie. Trzeba dać fibroblastom czas na regenerację.
  4. Przeciwwskazania: stany zapalne i alergiczne skóry, ciąża, metalowe części w okolicy wykonywania zabiegu, padaczka, cukrzyca, rozrusznik serca i problemy z krzepliwością krwi, zaburzenia czucia, nowotwory, skłonność do tworzenia się bliznowców (keloidów), a także leczenie promieniowaniem jonizujący (do 5 lat) i zabiegi chirurgiczne (do 6 miesięcy).
  5. Środki ostrożności. Przez trzy dni po zabiegu lepiej unikać napojów alkoholowych, posiłków bogatych w tłuszcze, wyczerpującego wysiłku fizycznego oraz sauny i gorących kąpieli. 

.

.Polub moją stronę na Facebooku, aby być na bieżąco:

 

Urządzenie do radiofrekwencji twarzy

zdjęcia: Dariusz Siemiaszko, kadrowanie i obróbka: Małgorzata Magenta-Siemiaszko

.


Bardzo się napracowałam tworząc ten wpis. Teraz kolej na Ciebie, drogi Czytelniku. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli skomentujesz moje słowa albo dopowiesz coś od siebie. Zależy mi na poznaniu Twojego zdania – na poznaniu Ciebie.

  • Jeśli masz inny punkt widzenia, wyraź go w komentarzu.
  • Jeśli tekst Ci się podoba, polub go albo podziel się nim ze znajomymi.
  • Jeśli chcesz, bym poruszyła jakiś temat − napisz o tym w wiadomości.

Rozgość się u mnie :))


.

 

(Przeczytano 154 razy)

Comments

  1. Iwona

    Zgadzam sie oczywiście , że zabieg jest niezwykle skuteczny jeśli chodzi o ujedrnienie skóry. Sama mam przyjemność wykonywać takie zabiegi najwyższej klasy urządzeniem z głowicą bipolarną.Jednakze czasem same fale nie dadzą już rady..Oczywiście zabiegi z wypelniaczami powinny nas upiekszyc nie oszpecic, dlatego tylko kompetentne i sprawdzone osoby powinny je wykonywać.Ja osobiście uważam że tylko lekarz. Tak jak Pani napisała Pani Małgosiu nasza tolerancja do tego typu zabiegów jest wprost proporcjonalna do wieku… zwłaszcza po magicznej 40.Pozdrawiam serdecznie

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *